Tajlandia & Laos – plan podróży (cz.1)

Bangkok – Wientian – Luang Prabang – Chang Rai – Chang Mai – Koh Samui – Koh Tao – Bangkok

To była nasza pierwsza taka podróż, gdzie praktycznie codziennie budziliśmy się w nowym miejscu. Znacie to uczucie? Budzisz się i potrzebujesz chwili, żeby sobie przypomnieć, gdzie akurat jesteś – w jakim kraju, mieście, w łóżku czy może w pociągu, autobusie a może na dworcu?

Bangkok

Mamy swoje powiedzenie, że ,,wszystko zaczyna się i kończy w Bangkoku”. W naszym przypadku często tak jest, bo loty zazwyczaj są najtańsze właśnie do stolicy Tajlandii.

Jak się dostać z lotniska w Tajlandii do Laosu?

Z lotniska Bangkok Suvarnabhumi Airport odjeżdża pociąg. Stacja znajduje się na terenie lotniska. Musicie pojechać na Makkasan Station i przesiąść się w MRT Metro i dojechać na stację Hua Lamphong. Całość podróży zajmuje ok. 40 minut i kosztuje jakieś 70 THB, czyli ok. 9 zł.

Ze stacji Hua Lamphong złapaliśmy nocny pociąg do Nong Khai, które znajduje się przy granicy z Laosem. Do samej granicy złapaliśmy tuk- tuka, a przejście graniczne przejeżdża się autokarami.

Nocny pociąg w Tajlandii

Ten nocny pociąg zasługuje na kilka słów. Mamy doświadczenie w jeździe zwykłymi pociągami w Azji i zazwyczaj jest ścisk, upał, sprzedawcy przeciskający się z różnymi napojami, przekąskami, ogromne opóźnienia itp. (nie narzekamy, kochamy to!). Więc tutaj było kompletne zaskoczenie! Najbardziej zaskoczyło nas, że po jakimś czasie od odjazdu pojawiły się zespoły ludzi, które… ścieliły łóżka. Wszystko było czyste, pachnące. Każde łóżko miało swoją zasłonkę. No spało się mega dobrze!

Pamiętajcie o WIZIE!

Pamiętajcie, że Laos wymaga wizy. Tutaj jest lista przejść granicznych, w których możecie uzyskać wizę on arrival, ale bezpieczniejszą opcją jest jej wyrobienie on-line. Na ten moment koszt wizy to miedzy 35 a 50 USD.

No to jesteśmy w Laosie i co dalej?

Naszym pierwszym przystankiem było Wientian (Vientiane) – czyli położona nad Mekongiem stolica Laosu. Od razy po przyjeździe złapaliśmy busa do Buddha Parku, a potem bez konkretnego celu spacerowaliśmy po mieście.

Buddha Park

Xieng Khuan to oryginalna nazwa parku i w dosłownym tłumaczeniu oznacza Miasto Duchów. Na terenie parku znajdują się setki rzeźb buddyjskich i hinduskich. Bilet wstępu kosztuje teraz 40 000 LAK czyli jakieś 11 zł.

Nocny autobus do Luang Prabang

W środku autobusu były 3 rzędy piętrowych łóżek, a na podłodze materac. Jak mogę coś doradzić, to wybierajcie te boczne łóżka a nie środkowe, bo na zakrętach trzeba było się trzymać, żeby nie spaść. Laos to przepiękne widoki, ale też wyjątkowo niebezpieczne, kręte drogi w górach. My jechaliśmy nocą więc droga była całkowicie ciemna, w większości tylko na jeden pojazd, a po bokach przepaść. Przed każdym zakrętem kierowca trąbił, żeby dać znać, że jedziemy. Jak się rozpadało to kierowcy założyli łańcuchy na koła, bo droga była zbyt śliska. Także myślę, że najlepiej ten czas po prostu… przespać 😉

Luang Prabang

Prosto z Wientian pojechaliśmy do miasteczka Luang Prabang. I tu pierwszy raz od kilku dni spaliśmy w… łóżkach i mogliśmy się wykąpać. Wcześniejsze noce spędziliśmy na lotnisku, w samolocie, nocnym pociągu i nocnym autobusie. Ale bardzo polecamy to rozwiązanie! Ogromna oszczędność czasu i pieniędzy. 🙂

Samo miasteczko jest cudowne. W dosłownym tłumaczeniu oznacza: Królewskie Miasto Delikatnego Obrazu Buddy.

Co robić w Luang Prabang?

1. Po pierwsze nastawcie budziki! Koniecznie musicie się wybrać jeszcze przed wschodem słońca w okolice głównej ulicy, bo wtedy rozpoczyna się procesja mnichów. Co to właściwie oznacza? Wychodzą oni wtedy ze swoich świątyń i maszerują ulicą zbierając dary od mieszkańców. Zabierają jedynie to, co jest im rzeczywiście potrzebne.

Pamiętajcie o zachowaniu szacunku i dla mnichów i dla ich tradycji. Nie blokujcie drogi, nie walczcie o idealne zdjęcie. Mnich powinien unikać kontaktu z kobietami (nawet nie powinien na nie zerkać), więc warto o tym pamiętać i nie zagadywać, nie podawać czegoś – lepiej niech to zrobi mężczyzna.

2. Dalej warto wejść na wzgórze Mount Phousi, skąd rozciąga się przepiękny widok na okolicę. Na szczycie znajduje się złota świątynia Wat Chomsi.

3. Targ – to też obowiązkowy punkt. Przy okazji możecie spróbować ciekawych laotańskich przysmaków, takich jak: nietoperze, żaby, węże, robaczki na patykach. Do wyboru, do koloru 😉

4. Muzeum Pałacu Królewskiego, świątynia Wat Ho Pha Bang i pozostałe świątynie. To również trzeba zobaczyć!

5. No i oczywiście po Luang Prabang warto po prostu spacerować i podziwiać majestatyczny Mekong w otoczeniu tej wspaniałej zieleni. Warto też spędzić czas w backpackerskiej knajpce Utopia.

I wiele więcej. Żałowaliśmy, że nie mogliśmy zostać dłużej w tej okolicy, żeby odkryć piękne wodospady i jaskinie, ale czekała na nas dalsza przygoda…

Mekongiem do Tajlandii

Z Luang Prabang do granicy z Tajlandią postanowiliśmy popłynąć. Naszym zdaniem naprawdę warto! Cudowne doświadczenie. Płynie się drewnianą łódką wśród gór. Po drodze mieliśmy nocleg w miasteczku Bak Beng. Tam doświadczyliśmy takiej prawdziwej ciemności, przez to, że to miasteczko jest położone pośrodku niczego. Ciemność i magiczne dźwięki natury! Na miejscu była dosłownie jedna ulica i kilku turystów, więc kolację zjedliśmy w towarzystwie Holenderki i Włocha. Na następny dzień nasze drogi się rozeszły. Holenderka ruszała w stronę Laosu a Włoch do Birmy.

Ciekawym doświadczeniem było schodzenie z łodzi. Wyobraźcie sobie, że przy brzegu było ich dziesiątki więc musieliśmy skakać po tych łodziach, po ich dachach, budować kładki, przerzucać bagaże…

I tak dotarliśmy do granicy z Tajlandią, ale to już w kolejnym wpisie.

Ściskam!

Pati