Jezioro Toba – sztuka, animizm i… kanibalizm

Po przeżyciu cudownej przygody w dżungli… przyszedł czas na kolejną! 😉Najpierw wróciliśmy do Medan, a potem ruszyliśmy dalej do miasteczka Parapat. I właśnie stąd złapaliśmy łódkę na Wyspę Samosir.

Ale że jak? Na wyspę na wyspie? 🤔

A no właśnie. Samosir to największa na świecie wyspa położona… na innej wyspie 😉 Jej wielkość to mniej więcej 630 km2. Dla porównania jest to wielkość np. Madrytu.

Wyspa leży na Jeziorze Toba, które jest największym wulkanicznym jeziorem świata!

💡Powstało ono ponad 70 tyś. lat temu na skutek zalania krateru superwulkanu, którego wybuch wpłynął na klimat całej naszej planety… 🤯 Podobno po jego erupcji w atmosferze przez około 1800 lat – znowu 🤯 – unosił się pył wulkaniczny, który ograniczał docieranie promieni słonecznych do powierzchni Ziemi, co wywołało tzw. zimę wulkaniczną, a ta spowodowała masowe wymieranie gatunków.

Lud Batak Toba

Nad jeziorem mieszka lud Bataków Toba, którzy jeszcze na początku XX wieku uprawiali… kanibalizm. Był to jednak kanibalizm rytualny i tylko w przypadku popełnienia ciężkim przestępstw (a przynajmniej tak czytałam 😅). Nie jedzono tu ludzi z głodu ale dla wzmocnienia tondi – czyli sił witalnych ciała i umysłu.

Współcześnie większość Bataków jest chrześcijanami (na wyspie jest bardzo dużo kościołów!) ale przy tym ciągle też kultywują swoje dawne wierzenia i tradycje animistyczne (wiara, że również zwierzęta, rośliny i przedmioty posiadają duszę).

Batakowie w swojej symbolice mocno nawiązują do rodziny. Również charakterystyczne dachy przypominające łodzie mają symbolizować różne pokolenia – pod wysokim strzelistym dachem żyją duchy przodków a pod domem zamieszkują złe moce.

Miasteczko Tuk-Tuk

Wsiadając do łódki warto wiedzieć, gdzie chce się płynąć. My standardowo – nie wiedzieliśmy. Myśleliśmy, że po prostu jak zwykle wysiądziemy i poszukamy noclegu. Ale okazało się, że łódka pływa od hostelu do hostelu więc wysiedliśmy przy jakimś losowym w miasteczku Tuk-Tuk – i okazało się, że bardzo dobrze trafiliśmy. Miasteczko jest naprawdę ładne, czyste i jest tu przyjemnie chłodniej (bo w górach).

Gdzie spać, co jeść?

My spaliśmy tutaj i było bardzo przyjemnie. Dobra lokalizacja i przy samym jeziorze. Tuż obok było fajne miejsce z pysznymi śniadaniami, a na kawkę maszerowaliśmy do El Tona CoffeeHouse (do dziś wspominamy tą kawę!) 🤤

Ceny noclegów i jedzenia też są bardzo dobre (obiad typu curry to kosz ok. 8 zł, nasi goreng ok. 6 zł). Można też tu bez problemu dostać piwko (bo generalnie większość Sumatry jest muzułmańska więc jest trochę trudniej).

Podsumowując – pięknie, zielono, niewiele turystów. Ludzie przesympatyczni i, jak na całej Sumatrze, bardzo nas ciekawi. Wiele razy byliśmy zapraszani na kawę/posiłek. Bardzo dobry czas!

Całą relację z Sumatry znajdziecie też na naszym instagramie.

Ściskam, Pati