Bacalar – miejsce, gdzie rodzi się niebo

Bacalar to miasteczko w stanie Quintana Roo, niedaleko granicy z Belize. Miasto położone jest nad jeziorem o tej samej nazwie, znanym również jako Laguna Siedmiu Kolorów. Nam jednak najbardziej podoba się oryginalna nazwa – Sian Ka’an Bakhalal, czyli miejsce, gdzie rodzi się niebo.

Laguna, mimo, że znajduje się niedaleko Morza Karaibskiego, to w żaden sposób się z nim nie łączy. Jezioro ma ponad 40 km długości i mieni się wszystkimi odcieniami niebieskiego. Ten niezwykły kolor wody zawdzięcza przede wszystkim białemu, wapiennemu podłożu oraz dużym różnicom głębokości.

Czy warto?

Naszym zdaniem zdecydowanie TAK! Laguna naprawdę robi wielkie wrażenie, a samo miasteczko jest bardzo spokojne i klimatyczne, wciąż niezbyt turystyczne.

Jak tu dojechać?

Po Meksyku najwygodniej poruszać się autobusami firmy ADO. Łatwo dotrzecie tutaj m.in. z Cancun czy Tulum. Przy okazji proponujemy połączyć zwiedzanie Bacalar, z odpoczynkiem w klimatycznym karaibskim miasteczku Mahahual – więc pisaliśmy tu.

Atrakcje miasteczka

Zdecydowanie życie w Bacalar kręci się wokół samej Laguny. Nie spodziewajcie się tu jednak plaż, bo niestety ich tu nie ma. Dostęp do wody jest z pomostów znajdujących się w restauracjach i publicznych kąpieliskach. Znajdziecie tu wiele huśtawek i hamaków zanurzonych w wodzie – co oczywiście też ma swój klimat.

Jednak najlepszym sposobem na zwiedzanie Laguny jest – zwiedzanie jej z wody. Wtedy dopiero widać te przepiękne kolory!!! Możecie wypożyczyć kajak lub popłynąć łódką. My tak właśnie zrobiliśmy i z samego rana wypłynęliśmy łodzią w 4 osoby + kapitan, a wycieczka trwała kilka ładnych godzin. Zatrzymywaliśmy się w różnych miejscach, a kolor wody za każdym razem był zupełnie inny. Coś niesamowitego!

Gdzie spać?

My zatrzymaliśmy się w hotelu Azul 36 – jakieś 100 m od Laguny. Bardzo przyjemny, kameralny hotelik z basenem i hamaczkami. Jednak jak się w nim zatrzymywaliśmy, był znacznie tańszy niż teraz…

Gdzie jeść?

Na sok z widokiem na Lagunę i Fort polecamy Mango y chile a na śniadania Enamora Bacalar, w głębi miasteczka. Obiady / kolacje jadaliśmy przy Lagunie w różnych knajpkach i tak naprawdę w każdej było pysznie #mexicanfoodlover.

Bankomaty

Były… ale nie działały 🙂 W samym miasteczku nie udało nam się znaleźć działającego bankomatu. Na dworcu nie można było zapłacić kartą, ale ostatecznie udało nam się wypłacić pieniądze w supermarkecie Willys, przy głównej drodze (btw. w tym bankomacie kartę wkłada się poziomo – tak w razie czego).